Pruski fortepian

Napisane przez Rafał Orszak
Korzystając ze pretekstu jakim jest zbliżająca się kolejna 68. smutna dla świata, a Polski szczególnie, rocznica napaści Niemiec na Polskę i rozpoczęcia przez nich II Wojny Światowej zajmę się wzmożoną ich aktywnością w naszym kraju.

 

Złośliwą, bezprawną i bezczelną- przybierającą coraz groźniejsze rozmiary niemiecką mobilizacją rewizjonistyczną. Podzielę się swą opinią i osłupieniem dotyczącym dziwnego, acz wyjątkowo groźnego zjawiska, jakim jest pełzająca regermanizacja Ziem Odzyskanych, regermanizacja historii i pamięci dokonywanej przez polskie samorządy i instytucje (sic!).

 

Przywracanie niemieckiego charakteru otoczenia

Czego jest to zjawisko wynikiem? Nie potrafię dziś jednoznacznie odpowiedzieć. Wynika z głupoty? Zdrady? Z typowo polskiego kompleksu niższości przed rzekomo wyższą cywilizacją? Zapewne jest to wypadkowa wszystkich tych aberracji. To stanowi wystarczająco śmiercionośną mieszaninę.

To zjawisko istnieje i nie wyssałem sobie tego z palca bowiem nawet „Gazeta Wyborcza” o tym fakcie donosiła a trudno ja posądzać o choćby najmniejsze fobie antyniemieckie. Gdyby Ziemie Odzyskane zajmowały podobną powierzchnię jak Alzacja i Lotaryngia podobnie jak one już dawno zostałby zniemczone do cna. Szczęśliwie dla nas, terytorialnie są znacznie większe i mają za sobą- mimo wszystko- tragiczniejszą historię, która jeszcze gdzieniegdzie donośnie przemawia i hamuje niemieckie zapędy zmuszając ich niestety dla nas do bardziej wyrafinowanych praktyk.

Najgorsze jest to, że rolę Niemców w tym procesie często przejmują tu niektóre samorządy (poniekąd) polskie! Cóż to za przerażające kuriozum! Oczywista i widoczna gołym okiem jest tu ich pobłażliwość, niemoc, ślepota, beztroska i błoga przychylność sprawie niemieckiej a nawet zaangażowanie w niemiecką robotę i aktywność w działaniu na rzecz niemieckiego interesu. Pod przykrywką multikulturowej i europejskiej otwartości polskie miasta przestają powoli być polskie a stają się jakoś dziwnie nie multikulturowe i europejskie a li tylko niemieckie. Tak oto władze tych miejscowości dokonują pełzającej regermanizacji. Podlega jej nasza własność, historia i tożsamość.


Ausrotten po naszemu

„Niemieckość” jako atrakcja turystyczna (jak rozumiem tylko dla turystów niemieckojęzycznych) to pomysł tyle kuriozalny co zabójczy. Grozi on rozbiciem integralności terytorialnej państwa, zakłamaniem kultury i historii. Ograbiający naród polski z jego dziedzictwa. Może i nabija on kasę miejską wpływami z odwiedzin zagranicznych gości, ale nie ma takiej kwoty, za którą możnaby sprzedać polskość. Ba, to ona jest walorem, który warto turystom (zwłaszcza niemieckim) pokazywać i w nią inwestować. Jej zakrywanie i zaklejanie plakietką z napisem „made in Germany” to nieuzasadnione narodowe samobójstwo.

Gdyby dotyczyło owo samobójstwo tylko tych „geniuszy” od marketingu pewnie przyniosłoby ono Polsce korzyść, ale najgorsze jest to, że obumiera przez to część naszego narodowego posiadania i jestestwa a tego im wybaczyć nikt nie może! Rugi pruskie dokonywane naszymi rękoma na naszych rodakach? Hańba i upadek moralny!

Ostatnio toczyła się dość gorąca dyskusja we Wrocławiu o przemianowaniu (to już de facto się stało) Hali Ludowej na jej starą nazwę Halę Stulecia...Nazwa „Hala Stulecia” została nadana temu słynnemu obiektowi wrocławskiemu przez niemiecką radę miejską dla upamiętnienia zwycięstwa nad Napoleonem i wydanie przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III odezwy „Do mojego Narodu”.

Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt że Wrocław jest polskim miastem a przywrócenia tej- dla nas haniebnie skandalicznej nazwy- chcą „polskie” władze Wrocławia! Dla uzasadnienia tego pomysłu wysuwają rozmaite pseudoargumenty: a to o historyczność (sic!) nazwy, a to o jej rozpoznawalności wśród turystów. Pytam, gdzie są granice takiego motywowania? Pewnie za niedługo pojawi się w tych pustych głowach pomysł przemianowania Wrocławia na Breslau, albo ulicy Mickiewicza na Adolf Hitler Strasse?! Niewątpliwie są to nazwy historyczne a ich rozpoznawalność wśród turystów (szczególnie niemieckich) znacznie by się zwiększyła...

Pamiętajmy o polskiej historii miast Ziem Odzyskanych i nie dajmy sobie jej wydrzeć idiotom i zdrajcą. Pomysły takie pojawiają się wśród wielu samorządów. Chcą oni w ten kretyński sposób podnieść atrakcyjność turystyczną swych regionów i ukierunkować ją na niemieckich gości. Te imaginacje są obecnie szczególnie szkodliwe ze względu na mnożące się żądania środowisk tzw. wypędzonych, ich roszczenia i niebezpieczną tendencję naszych lokalnych włodarzy dokonujących tego typu fałszerstw historycznych. W takiej sytuacji normalny naród chciałby podkreślić polskość miasta a nie wpisywać się w pruską tradycję militarystyczną. Naiwnie wierzę, że te pomysły wynikają tylko z braku wyobraźni i głębszego przemyślenia, z braku nauczenia myślenia polskiego, nie zaś z innych przyczyn. Tak dokonuje się na naszych oczach specyficzna pełzająca regermanizacja.

Analfabetom historycznym, którzy pieją nierzadko, że tu zawsze były Niemcy i pod ich panowaniem te ziemie kwitły przypominam, że panowanie pruskie nad Śląskiem to niewiele ponad 200 lat (1741-1945) a historia tych ziem, to historia brutalnej i bezdusznej germanizacji oraz zapaści i zacofania gospodarczego w pewnym momencie. Szkodliwe są takie tendencje, jak podwójne nazewnictwo miejscowości i ulic na Opolszczyźnie. To zwykła kpina z logiki i uczciwości (ostatni spis wykazał tylko 53 tys. osób przyznających się do narodowości niemieckiej w Polsce!). Taka dziwna uległość i przyzwolenie na te harce jest niespotykana w skali światowej.

W sytuacji, gdy nastąpił wykup ziemi i zakładów produkcyjnych oraz prasy, braku zgody na np. pomnik Powrotu Ziem Odzyskanych do Macierzy we Wrocławiu (przez władze Wrocławia jego domaganie się przez nasze środowisko nazwane zostało propagandą peerelowsko- nacjonalistyczną), pochowaniu z pompą biskupa Adolfa Bertrama (gloryfikatora Hitlera), w sytuacji gdy mało mamy odniesień do piastowskich i polskich korzeni ( Włost, Henryk Pobożny, Rodło etc.) i tworzenia z Wrocławia (oraz innych miast) kosmopolitycznego Lewiatana bez tożsamości, braku reakcji na germanizowanie historii tych ziem (publikacje, mapy, fałszerstwa dziejowe), w momencie gdy rząd Niemiec przeznaczył 15 mln euro na organizacje zajmujące się propagowaniem niemieckości ziem utraconych po II WŚ, podczas gdy przewodniczący Parlamentu Europejskiego gości na zjeździe Ziomkostw i przemawia jak wiecznie wczorajszy-to postawa naszych niektórych samorządowców ulegających tej swoistej modzie na niemieckość jest brudną zdradą i przestają tu być istotne ich motywacje!

Ten proces odbywa się małymi kroczkami. Przykładem może być herb Wrocławia i Dolnego Śląska. Czy była taka nagląca konieczność powrotu do niepolskiego herbu Wrocławia? I komu przeszkadzał ten ustanowiony po 45 roku a oddający piastowski charakter tego grodu lub czemu nie ustanowiono herbu województwa- nie tego z niemieckim orłem- lecz z piastowskim? Ktoś powie (jest takich gagatków multum): a kogo to obchodzi? Właśnie, Polaków nigdy nic nie obchodzi a potem budą się bez państwa i muszą miotać się przez 123 lata… Jeśli siebie nie szanujemy, nikt nas szanować nie będzie. Brońmy swego na każdym kroku, nie ustępujmy przed nowym bardziej wysublimowanym drang nach osten!


Przesądzone majątki?

Ważną i wręcz fundamentalną kwestią w tym temacie jest zwrot majątków przesiedlonych. LPR chciała oflagować te nieruchomości wobec których toczą się procesy o zwrot. Inauguracja miała nastąpić w sławnej już miejscowości Narty na Mazurach. Tam sąd „polski” nakazał oddać dom niemieckim wysiedleńcom. Ma to na celu pokazanie problemu i zachęcenie Polaków do czynnej obrony mienia i manifestowaniu swej polskości. Niemcy bowiem nie mają do tych ziem żadnych, ale to żadnych, praw! Musimy dziś czynnie bronić- jak ją nazywał Jerzy Samuel Bandtke- „polskiej ziemicy”. Bronić przed zakusami neokolonizatorów niemieckich. Wracamy do czasów opisywanych przez Prusa w „Placówce”. Znów musimy walczyć o swoje z niemczyzną. Mamy obowiązek postawić tamę tym roszczeniom. To obowiązek każdego, nie tylko narodowca i patrioty. To ponadpolityczny (pozapolityczny) narodowy obowiązek każdego Polaka!

Sądy i duch w nich panujący względem pokrzywdzonego obywatela jest bękartem rewolucji francuskiej. Zdegenerowanym tworem oderwanym od tkanki narodowej i nie działającej na jej rzecz. Ten przykry fakt ujawniła sprawa zwrotu mienia Niemcom. Teraz Niemcy domagają się zwrotu dzieł sztuki!!! Tylko czekać, jak zwrotu naszych terytoriów zażąda nie tylko NPD, ale i CDU z SPD. Jak sądy dalej będą tak postępować, to ogołocą ten kraj ze wszystkiego czego zażyczą sobie nienażarte i bezczelne hieny zza Odry. Warto byłoby zaglądnąć do kieszeni tych sędziów, którzy nie bronią praw polskich, w poszukiwaniu niemieckich srebrników… Każdy ma obowiązek dbać o polski interes. Nawet, czy mu się to podoba czy nie. Jest to Polsce po prostu winien! Polskie sądy powinny oddalać niemieckie pozwy. Mają ku temu podstawy. I do tego je wzywam. Sędziowie nie są oderwaną od rzeczywistości kastą świętych krów a jeśli myślą, że są, rząd musi im przypomnieć, że tak nie jest.


Dyrektywy dla rządzących

A skoro już o tzw. klasie politycznej. Nasi politycy w większości lubią słuchać innych. Chętnie spełniają dyrektywy obcych. W mej naiwności liczę na to, że może i moje do nich dotrą. Może wreszcie wsłuchają się w głos racji polskiej. Dziś polska polityka powinna orientować się tylko wokół dwóch fundamentalnych kwestii: obrony przed roszczeniami i obrony suwerenności przed zcentralizowaniem Unii Europejskiej. Wszystko inne jest wtórne a gospodarką państwo niech zajmuje się najmniej. Zatem te dwa problemy muszą być priorytetem. Póki co nie są. Ci, co grają na pruskim fortepianie nie mogą znaleźć tych, co do tych melodii będą tańczyć. Ci, co chcą zatrzeć różnice narodowe by stworzyć z nich swoistego Golema i amalgamat apatrydów nie mogą nadawać ton tym, co chcą by narody Europy zachowały swą tożsamość i cywilizacyjne dziedzictwo. Dla nas to fałszywe nuty a na taki koncert iść nie możemy.


Rafał Orszak

Wrocław 21 VIII 2007