Początki konspiracji stanu wojennego we Wrocławiu

Napisane przez Kornel Morawiecki
Stan wojenny był przełomem. Dla Polski, dla narodu. Zwłaszcza dla nas – ludzi formalnie i emocjonalnie związanych z „Solidarnością”. Najistotniejsze i najtrudniejsze były pierwsze decyzje, pierwsze dni i tygodnie po 13 grudnia.  

 

Co robić, strajkować czy konspirować, wokół czego się łączyć, z kim współdziałać?
Związek i jego działacze w swej masie okazali się zaskoczeni i nieprzygotowani. Na Górnym Śląsku determinacja górników skończyła się tragedią. We Wrocławiu od marca 1981 mieliśmy instrukcję zachowań na czas zagrożeń. Środowisko, z którym od dwóch lat wydawałem nielegalny „Biuletyn Dolnośląski”, psychicznie i mentalnie nastawione było na opór i pracę informacyjną.
 Już w niedzielę 13 grudnia 1981 r. w mieszkaniu Hanny Łukowskiej, gdzie szczęśliwie przebywałem, a nie w domu, do którego przyszli po mnie w nocy, spotkałem się z 20-30 zaufanymi osobami. Postanowiliśmy wydawać „Z dnia na dzień”(„Zdnd”) – kontynuować gazetkę Zarządu Regionu, teraz nazwaną przez nas pismem Regionalnego Komitetu Strajkowego (RKS). Pierwszy numer numer wydania strajkowego kolportowany był od rana w poniedziałek 14 XII we wrocławskich zakładach pracy (jego obecność w „Polarze” potwierdziła mi niedawno Małgorzata Celińska). Decyzja ukrycia się i prowadzenia konspiracyjnej działalności wydawniczej („Zdnd” ukazywało się w pierwszych miesiącach stanu wojennego trzy razy w tygodniu!) miała olbrzymie znaczenie dla zasięgu i trwania zorganizowanej siły sprzeciwu we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Gazetka drukowana na ramkach w rozrastającej się liczbie niezależnych punktów (po paru tygodniach mieliśmy ich ok. 20) ośmielała, skupiała i kierunkowała różnorakie działania – od pamiętnej Mszy za Ojczyznę 13 stycznia 1982 r. we wrocławskiej Katedrze, którą zamówiliśmy, i o której zawiadomiliśmy miasto, po wezwania do przerw w pracy, do pomocy dla internowanych, aresztowanych i ich rodzin.
Te pierwsze miesiące były bojową kuźnią kadr – redaktorów, drukarzy, łączników i kolporterów, koordynatorów oporu w zakładach, organizatorów mieszkań i ochrony centrów podziemia przez nasłuch nadajników Służby Bezpieczeństwa. Upoważniony w tym gorącym okresie przez Władysława Frasyniuka do formułowania i podpisywania oświadczeń RKS-u (do którego symbolicznie wpisałem najpierw cztery nazwiska ukrywających się działaczy – W. Frasyniuka, P. Bednarza, J. Piniora oraz J. Winnika – a potem na prośbę Władka wycofałem Winnika) skupiałem rozszerzające się grono podziemmnych współpracowników.
Były też spory i kontrowersje. Np. zupełnie nie mogłem pojąć opieszałości ukrywających się liderów krajowej „Solidarności” – Bujaka, Frasyniuka, Hardka – w zawiązaniu podziemnego krajowego kierownictwa. Na TKK trzeba było czekać do 22 IV 1982. Nie rozumiałem też dlaczego słynne 80 mln zł, ukryte przed stanem wojennym, nie są wykorzystywane do rozwoju podziemia – ja sam na najważniejszą strukturę wydawniczą, „Zdnd”, otrzymałem przez pierwsze pół roku ok. 150 tys. Powodem sporu lżejszego kalibru stało się polecenie metropolity kardynała Henryka Gulbinowicza, przekazane mi przez mojego łącznika Rafała Dudkiewicza, żeby nie wzywać wrocławian każdego 13 na comiesięczne odprawiane w Katedrze msze za Ojczyznę, a także żeby zmniejszyć częstotliwość wydawania „Zdnd” z trzech do dwóch razy tygodniowo. Pierwszego polecenia nie posłuchałem, drugie – po okrzepnięciu wrocławskiej konspiry – przyjąłem z ulgą. Wychodząca masowo co drugi dzień podziemna gazetka w regionie to naprawdę męczące i ryzykowne przedsięwzięcie – chyba nigdzie poza Wrocławiem nie realizowane.
            To, że przez długie lata 1981-89 Wrocław zyskał miano miasta niezłomnego, że tu zrodziła się Solidarność Walcząca, że mimo wpadek kolejnych liderów nieprzerwanie działał konspiracyjny RKS „Solidarność”, że ukazywały się dziesiątki gazetek zakładowych i młodzieżowych, że tu rozkwitła Pomarańczowa Alternatywa – temu wszystkiemu solidne, szerokie podwaliny dały najtrudniejsze, konspiracyjne wysiłki w pierwszych miesiącach stanu wojennego.
Kornel Morawiecki

Artykuł pochodzi z 60 numeru Opcji na Prawo
poświęconej obchodom wprowadzenia stanu wojennego