Kto tu był najdłużej?

Napisane przez Artur Adamski
Po 45 – leciu, w którym jedno z często rozbrzmiewających na Ziemiach Zachodnich haseł głosiło „Byliśmy, jesteśmy, będziemy” doczekaliśmy czasów, przy standardach których propaganda PRL – u może uchodzić niemal za wzorzec rzetelności.

Sięgając po kolejne publikacje poświęcone historii Dolnego Śląska zastanawiam się, u kogo terminowali ich autorzy. U Heinricha Czaji, Herberta Hupki czy u samego Joachima Goebelsa?

 

W polskich księgarniach można kupić polskojęzyczne książki o wymowie tak dalece proniemieckiej, że nawet zawodowi fałszerze historii, zatrudnieni przez ośrodki „informacji” III Rzeszy, oddawaliby je do druku z niepokojem, czy aby w swej krańcowej jednostronności nie poszli zbyt daleko i czy tym samym nie utracili ostatnich resztek związków z pozorami prawdopodobieństwa. W kolejnych „polskich” publikacjach, a nawet w szkolnych programach i podręcznikach, coraz ofensywniej przebija się teza, wg której na Dolnym Śląsku jesteśmy przypadkowo, w wyniku zbiegu okoliczności, kaprysu wielkich mocarstw.

Jeśli nawet przyjmiemy, że w jakimś stopniu tego rodzaju refleksja mogłaby być uzasadniona, kolejne coraz głośniej brzmiące tezy głoszą, że tak naprawdę polska przeszłość Dolnego Śląska to niemal wyłącznie wymysł propagandy PRL –u i że ci, którzy w przeszłości Wrocławia doszukują się polskich wątków, są jedynie godnymi politowania tejże propagandy ofiarami. Jednym z coraz bardziej bezczelnych „argumentów”, mających przemawiać za poglądem o nikłych związkach Ziem Południowo – Zachodnich z Polską, jest wyliczanie okresów przynależności do naszego kraju, w którym czas rozbicia dzielnicowego traktuje się jako okres bez związków z państwem polskim. Tego rodzaju interpretacyjne hochsztaplerstwo jest groźne podwójnie. Po pierwsze – osłabiać może integralność państwa polskiego jako pochodzący z „polskiej” strony argument, o jakim niechętni naszej ojczyźnie historycy i przeciwnicy polityczni zza Odry mogliby tylko pomarzyć. Po drugie – absurdalna teza, wg której od roku 1138 Śląsk do Polski nie należał, jest zakłamywaniem a tym samym podmywaniem fundamentalnego faktu z dziejów naszej państwowości. Rozbicia dzielnicowego doświadczyło w średniowieczu wiele krajów Europy, ale nie oznaczało ono, że tym samym Lacjum przestawało być włoskie, Kent angielski a Tyrol austriacki. Stwierdzenie, że w 1138 Śląsk przestał należeć do Polski jest bliskie poglądowi, wg którego państwo polskie w owym czasie nie istniało w ogóle. Oczywiście – twierdzenie jest bzdurne, ale obserwując skalę postępującej ignorancji wcale bym się nie zdziwił, gdyby nonsens ów zaczął zyskiwać status prawdy „naukowej”.


Oczywiście w średniowieczu granice nie były tak stabilne, jak w drugiej połowie wieku XX. Kotlina Kłodzka jedynie przez krótki czas należała do pierwszych Piastów. Śląsk okresowo był we władaniu królów czeskich, z kolei niektórzy książęta składali hołd cesarzowi, którego faktyczna zwierzchność od XI w. topniała jak śnieg na wiosnę. Może z wyjątkiem epizodów i nie przez cały czas w całości, ale jednak w zdecydowanie przeważającej części był jednak Śląsk częścią państwa polskiego co najmniej od połowy lat osiemdziesiątych X w. do roku 1348, w którym Kazimierz Wielki musiał się zrzec zwierzchności nad tą dzielnicą na rzecz Jana Luksemburskiego. Być może właściwszą datą byłby rok śmierci księcia wrocławskiego Henryka VI, po której księstwo zajęli Czesi. Może też definitywnym rozstaniem ze Śląskiem było dla średniowiecznej Polski wymarcie książąt świdnicko – jaworskich, uznających zwierzchność Polską nad swą ziemią do1395. Jak by jednak nie liczyć – Śląsk do Polski należał w najgorszym razie przez lat trzysta a może bardziej zasadne jest przyjęcie, że polskie nim władanie trwało nawet niemal cztery stulecia. Jeśli zestawimy z tym przynależność do Czech, kończącą się w 1526, więc liczącą mniej niż dwa wieki, do Habsburgów (1526 – 1742), Prus i Niemiec (1742 – 1945) to jak byśmy nie liczyli – musi nam wyjść, że z państwem polskim Śląsk był najdłużej. Chyba, że Czechy, Austrię i Niemcy potraktować jako jedno. Tylko co na to Czesi? Austriacy oburzyliby się na pewno, gdyż nawet dziś obowiązująca austriacka konstytucja kategorycznie wyklucza związki z państwem niemieckim.


Pozostaje pytanie – skąd się biorą fałszerze historii Śląska? Skąd ich interpretacyjne pomysły, dostęp do wielkonakładowych mediów, środki na absurdalne publikacje? Właściwa odpowiedź znajduje się zapewne wśród trzech wariantów. Pierwszy to ignorancja, którą na piedestał stawiają realia współczesności. Drugi to umysłowa atrofia, jakże często dziś nobilitowana. Trzeci – służenie obcym interesom. Pewnie nie za darmo, skoro w oczach każdego zorientowanego w temacie obywatela „intelektualiści” tacy to zwykli dyletanci a z perspektywy każdego uczciwego człowieka głosiciele takich „prawd” – to zwykłe szuje.

 

Artur Adamski