Wrocławskie lanie wody, czyli chemia kontra natura

Napisane przez
Kiedyś, gdy ktoś uzasadniał rzeczy powszechnie znane w sposób odwrotny od stanu istniejącego w rzeczywistości, mówiło się, że „leje wodę”. Podobne wrażenie odbieram, kiedy oglądam strony internetowe wrocławskiego MPWiK.

 

Strona ma piękny tytuł „Górska woda dla Wrocławia”. Oława i Nysa Kłodzka, skąd bierze się wodę, mają swój początek w górskim Masywie Śnieżnika. Autorzy tej strony tworząc zręczne hasło zapominają jednak o tym, że woda ta ok. 100 km płynie do miasta otwartymi korytami, do których spływają wszelkie powierzchniowe zanieczyszczenia. We współczesnej cywilizacji jest ich niemało - woda powierzchniowa pełna nawozów z pól, ścieki ze stacji benzynowych itp. Wszystko to, mimo istniejących wielu oczyszczalni ścieków, w mniejszym lub większym stopniu trafia do tych rzek. Negatywny pod każdym względem jest też wpływ hałdy huty „Siechnica”, znajdującej się w bezpośrednim sąsiedztwie wrocławskich terenów wodonośnych. Na to wszystko MPWiK jest przygotowane w swoich zakładach uzdatniania wody, gdzie przy pomocy zabiegów chemicznych przywraca się jej parametry odpowiadające normom wód pitnych. Tyle tylko, ze nie jest to już żadna „górska woda”, tylko chemicznie uzdatniona „kranówka”.

Obecne położenie wodociągów w centrum miasta naraża je na wszelkiego rodzaju destrukcje i długotrwałe zanieczyszczenia spowodowane wezbraniami Odry. Tego rodzaju sytuacja zaistniała w czasie ostatniej powodzi w lipcu 1997 roku, kiedy całe miasto na trzy tygodnie zostało pozbawione wody pitnej. Zanieczyszczenia popowodziowe długo będą jeszcze negatywnie wpływać na jakość wody z wrocławskich wodociągów. Pesymizmem napawa fakt, że przed tego rodzaju zagrożeniami, które mogą powtarzać się stosunkowo często, miejskie wodociągi praktycznie nie mają żadnego zabezpieczenia, o czym propagandowe materiały MPWiK dyskretnie milczą. Czy musi być tak dalej? Czy nie ma innego wyjścia? Czy jesteśmy skazani na łatwe, tanie, lecz szkodliwe dla naszego zdrowia rozwiązania? Wiadomo, że wiedza techniczna, badania i poszukiwania nie stoją w miejscu, przez minione lata naszej obecności w mieście, również w sprawie zaopatrzenia w wodę miasta Wrocławia znaleziono nowe źródła i postawiono nowe koncepcje. Najbardziej interesujące rozwiązania przedstawił dr Józef Kryza z Uniwersytetu Wrocławskiego. Polegają one na doprowadzeniu dobrej jakości wody z głębokich, piaszczysto-żwirowych rynien erozyjnych utworzonych kilka tysięcy lat temu przez wędrujący tędy lodowiec. Struktury te położone są kilkadziesiąt metrów wyżej ponad doliną Odry w odległości ok. 25 km od miasta w rejonie Oleśnicy (Niecieszów i Dobroszyce) oraz Kątów Wrocławskich (Bogdaszowice). Są one w sposób naturalny zabezpieczone przed wszelkimi niespodziankami powodziowymi. Leśne i rolnicze otoczenie powoduje, że przyrodniczy proces samooczyszczania się wody jest skuteczny, o czym świadczą wyniki analiz chemicznych tych wód, na ogół wymagających tylko powszechnie stosowanego napowietrzania.

Tu warto przypomnieć, że tego rodzaju przedsięwzięcia nie są niczym nadzwyczajnym. Już w starożytności do Rzymu dostarczano wodę pitną akweduktami z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Kilka z nich swoją rolę pełni jeszcze dzisiaj. Bardziej nowoczesne rozwiązanie zastosowano w drugiej połowie XIX wieku dla zaopatrzenia w wodę stolicy Austrii, Wiednia. Postanowiono zaniechać poboru dla celów pitnych wody z Dunaju i doprowadzić ją ze źródeł alpejskich aż do miasta. Pierwszy wodociąg, wykonany według projektu słynnego geologa prof. Edwarda Suessa oddano do użytku 24 września 1873 roku. W ciągu dziewięciu lat wybudowano 123 km rurociągu, wykonano roboty górnicze, obudowano źródła, odwiercono dodatkowe studnie, przepompownie, wykonano wielokilometrowe odcinki akweduktów. Ten pierwszy odcinek okazał się najtrudniejszym. Ujmował on wodę z topniejących lodowców po południowej stronie Alp, czyli, patrząc od strony Wiednia, zza Alp. Musiał być poprowadzony przez wiele dolin, potoków i przełęczy górskich. W latach późniejszych nadal rozbudowywano wodociągi budując drugi, dwa razy dłuższy odcinek rurociągu alpejskiego i trzeci najkrótszy o długości 30 km. Wydarzeniom tym towarzyszyły wielkie festyny, powstawały pieśni okolicznościowe i utwory poetyckie. Patronat nad budową wodociągów sprawował sam cesarz Franciszek Józef I. Swoją podstawową rolę w zaopatrzeniu w wodę pitną Wiednia spełnia on do chwili obecnej. Powstało też obiegowe powiedzenie: „Na co cieszy się wiedeńczyk, gdy wraca z urlopu do domu, jak nie na wodę z górskich źródeł”.

W tym samym czasie, równie nowoczesne rozwiązania, lecz na mniejszą skalę, zastosowano przy zaopatrzeniu w wodę pitną miasta Lwowa. Doskonałej jakości wodę doprowadzono rurociągami z odległej o 29 km Woli Dobrostańskiej i miejscowości Szkło, położonej 36 km od miasta. System ten składający się z wielu studni, przepompowni i zbiorników retencyjnych sprawny jest do dzisiaj. Było to osiągnięcie techniczne gwarantujące na długie lata wodę dla ówczesnego Lwowa.

Czysta woda powoli staje się problemem strategicznym wszystkich współczesnych państw, narodów i cywilizacji. Coraz wymyślniejsze rozwiązania dostawy wody z czystych źródeł stały się problemem politycznym na Bliskim Wschodzie i w Kazachstanie. Dziesiątki, a nawet setki kilometrów wodnych rurociągów nie są niczym nadzwyczajnym na każdym z kontynentów. Na propagandowe hasła MPWiK odpowiadają mieszkańcy miasta coraz większymi zakupami butelkowanej wody do picia. Czas, aby zamiast propagandowych, zręcznych haseł w sprawie wody do picia mniej polegano na chemii, a bardziej na naturze, bo tej ostatniej nikt nie jest w stanie zastąpić.

 

Adam Maksymowicz