Wydrukuj tę stronę

KORNEL I JEGO LUDZIE

Napisane przez Maciej Grabarz
Fenomenem literatury faktu lat dziewięćdziesiątych były wywiady – rzeki. Wielki boom gatunku zaczął się w 1985 roku w drugim obiegu, kiedy to Teresa Torańska opublikowała zbiór rozmów z komunistycznymi notablami pt. „Oni”. Po nich nastąpił cały szereg analogicznych publikacji, z których najgłośniejszą była „Przerwana dekada”, w której Janusz Rolicki rozmawiał z Edwardem Gierkiem. W ostatnich latach można było odnieść wrażenie, że gatunek umiera. Książka pt. „Kornel” dowodzi jednak, że jest inaczej.

 

W wywiadzie – rzece z przewodniczącym Solidarności Walczącej Artur Adamski wydobywa opowieść o mało znanych a bardzo ważnych wątkach polskiej historii, ciągnących się od XIX stulecia po kres PRL – u. Sięgnięcie tak głęboko w przeszłość wynika zapewne stąd, że Kornel Morawiecki dla ludzi podziemia był w latach osiemdziesiątych wielką legendą. Krążyły o nim opowieści, lecz mało kto znał go osobiście. Doktor fizyki teoretycznej i naczelny redaktor „Biuletynu Dolnośląskiego” od 13 grudnia 1981 do 9 listopada 1987 pozostawał w głębokim ukryciu. Jak sam przyznał – w konspiracji spotkał się jednak z około tysiącem ludzi! Pomimo tego dla SB był nieuchwytny przez blisko sześć lat. Jeden z agentów bezpieki wprawdzie do niego dotarł, ale droga przez szereg konspiracyjnych „śluz” i „filtrów” sprawiła, że w żaden sposób nie był w stanie wskazać miejsca, w którym do tego spotkania doszło. Z ujawnionych ostatnio dokumentów wynika, że dla wszystkich sił Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Obrony Narodowej nie było celu ważniejszego, niż rozbicie solidarności Walczącej i schwytanie jej lidera. Mówią o tym konkretne dokumenty i tajne polecenia szefa MSW. Które opozycyjne środowisko może się dziś poszczycić czymś takim?

 

Już w czasach „pierwszej Solidarności”, w latach stanu wojennego a szczególnie po roku 1988 roztrąbiono przy pomocy wszystkich dostępnych mediów, że największymi wrogami komunistycznego reżimu byli Jacek Kuroń i Adam Michnik. Każdy, kto przeczyta rozmowę z Morawieckim musi dojść do wniosku, jak daleki od prawdy jest ten propagandowy humbug. Do tego w przewodniczącym SW trudno znaleźć cokolwiek, co mogłoby przypominać autoreklamę czy skłonność do eksponowania własnych zasług. Absolutnie nic z tych rzeczy! Artur Adamski wielokrotnie i nie bez trudu wydobywa ze swego rozmówcy informacje o jego inicjatywach i zaangażowaniu. Z kolei na pytania o działalność Morawiecki zawsze wskazuje innych, którzy mieli zrobić więcej, narażać się bardziej. Niezwykłość tego wywiadu – rzeki polega między innymi właśnie na tym – tytuł wziął od imienia szefa Solidarności Walczącej, lecz on nie mówi o sobie, lecz o innych. Niech ktoś wskaże pod tym względem podobnego bohatera któregoś z wywiadów.

Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, o czym Morawiecki opowiada. I znów, nie chwaląc się, nie obnosząc z zasługami ujawnia potencjał organizacji, którą stworzył i którą kierował. Solidarność Walcząca skupiała parę tysięcy działaczy. Zasadą było, by każdy potrafił nie tylko drukować, ale samodzielnie „zorganizować druk”, mając do dyspozycji proste, ogólnodostępne przedmioty. Wystarczyło trochę szyfonu, kilka listewek, odrobina chemikaliów, pasta do prania, sadza i byle jaki papier. Lepszy czy gorszy – druk można było uruchomić w każdych warunkach. Istotą Solidarności Walczącej było to, że mogły wpadać dziesiątki punktów poligraficznych a prasa i tak by się ukazywała. Póki jeden członek organizacji pozostawałby na wolności – miał on możliwość kontynuowania konspiracyjnej roboty. Bez szczodrej zagranicznej pomocy, która trafiała głównie do Wałęsy i jego kręgu, bez offsetów i wysokowydajnych powielaczy – powstawała organizacja odporna na ataki SB. Organizacja wręcz niezniszczalna. Wydawała ponad sto tytułów prasy podziemnej. Niektóre miały nakład liczący kilka, kilkanaście lub nawet ponad dwadzieścia tysięcy egzemplarzy i doczekały się trzycyfrowych numerów. Historią zupełnie niesamowitą jest organizacyjny kontrwywiad. We Wrocławiu SB było na permanentnym podsłuchu. Informacje o działaniach bezpieki, w formie uporządkowanych wydruków, trafiały do setek konspiratorów. SW potrafiła siać dywersję w organach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W efekcie generał Kiszczak zarządzał czystki w szeregach dolnośląskiej esbecji. Po kolejnej fali zwolnień powołał do życia specjalną strukturę, przeznaczoną do zwalczania organizacji Morawieckiego. Przede wszystkim – mającą na celu schwytanie przewodniczącego organizacji.

 

W książce „Kiszczak mówi prawie wszystko” pierwszy milicjant Polski Ludowej o Solidarności Walczące wypowiadał się lekceważąco. Nie mógł inaczej – SW była jego największą klęską. Żadnej organizacji bezpieka nie rozpracowywała równie intensywnie, żadnej nie poświęciła tyle uwagi i porównywalnych nakładów. I nigdy działania SB nie oznaczały podobnego pasma porażek.

 

Sukces Solidarności Walczącej drażnił nie tylko komunistów. Przy osiągnięciach siatki Morawieckiego blado wygląda reszta konspiracji. Sama sieć radiowa Solidarności Walczącej jest wielokrotnością wszystkich innych podziemnych usiłowań w tym zakresie. A dodać trzeba, że ludzie Morawieckiego służyli swą radiofonią organizacjom młodzieżowym i studenckim, kontynuowali też działalność rozbitego przez SB radia małżeństwa Romaszewskich. Jednak w 1989 dostęp do ogólnopolskiego radia, telewizji i wielkonakładowej prasy uzyskali inni. Choć opozycyjna działalność kręgu Kuronia, Michnika, Bujaka czy Frasyniuka była tylko ułamkiem rozmiaru aktywności Solidarności Walczącej – to oni przedstawili się jako ci, którzy w walce z reżimem odegrali największą rolę. W pookrągłostołowej rzeczywistości Morawiecki i jego ludzie zostali zepchnięci na margines. W licznych publikacjach o stanie wojennym i konspiracji wymieniano setki nazwisk, których rola była epizodyczna. O „ludziach Kornela” na długie lata zapadła głucha cisza. W efekcie upowszechniany został całkowicie zafałszowany obraz polskiej historii ostatniego trzydziestolecia.

 

Okazuje się jednak, że prędzej czy później – prawda przebija się do zbiorowej świadomości. Jedną ze znaczących publikacji, przywracających rzeczywisty obraz zmagań z komunistycznym reżimem jest książka pt. „Kornel. Z przewodniczącym Solidarności Walczącej rozmawia Artur Adamski”. Dla każdego, kto nie zna tej opowieści, będzie ona niezwykłym odkryciem. Dla wszystkich, którzy wypowiadają się o polskich doświadczeniach minionego ćwierćwiecza – lektura obowiązkowa!

 

 

Maciej Grabarz

 

„Kornel. Z przewodniczącym Solidarności Walczącej rozmawia Artur Adamski”, Wydawnictwo Kontra, Wrocław 2007