Kardynał Bolesław Kominek

Napisał
10 marca 1974 r. umarł we Wrocławiu kardynał Bolesław Kominek, pierwszy Polak na stanowisku arcybiskupa metropolity Wrocławia i kardynał ze Śląska, wybitny duszpasterz, uczony i publicysta. W trzy dni później kondukt pogrzebowy przeszedł z gotyckiego kościoła NMP na Piasku do tysiącletniej katedry pw. św. Jana Chrzciciela, w podziemiach której zmarły spoczął. Dość niespodziewany – po krótkiej chorobie – zgon Kominka nastąpił niespełna rok po jego nominacji przez Pawła VI na kardynała Kościoła powszechnego. Zaledwie dwa lata minęły od uznania przez Stolicę Apostolską (oraz cały świat zachodni, z USA i RFN na czele) naszych granic zachodnich i północnych, co skutkowało ustanowieniem pełnoprawnych polskich diecezji na Śląsku, Pomorzu, Warmii i Mazurach.

PUB_KominekPoza Wrocławiem i Śląskiem kardynał Kominek jest już dziś postacią niemal zapomnianą. Nawet w samej wrocławskiej katedrze miałem przez jakiś czas trudności ze zidentyfikowaniem jego tablicy nagrobnej, ukrytej jakby w półmroku jednej z bocznych kaplic. Pierwszy polski purpurat ze Śląska „dorobił się” zaledwie maleńkiej uliczki na peryferiach Ostrowa Tumskiego. A przecież jego aktywność w gronie polskiego Episkopatu można śmiało porównać z pracą kardynałów Stefana Wyszyńskiego czy Karola Wojtyły. Napisał też bardzo wiele artykułów, należąc do najbardziej wykształconych pasterzy diecezjalnych po wojnie. Mało kto dziś pamięta, że w 1965 r. był głównym autorem słynnego „Listu biskupów polskich do niemieckich”…

Podobnie jak prymas Hlond, Bolesław Kominek wywodził się ze środowiska robotniczego Górnego Śląska, gdzie urodził się 23 grudnia 1903 r., pod panowaniem pruskim. Do gimnazjum chodził w Rybniku, który od 1922 r. należał już do Rzeczypospolitej. Po maturze zapisał się na teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Podwawelski gród przyciągał wówczas wielu Ślązaków (vide: Michał Grażyński, późniejszy wojewoda śląski, po przewrocie majowym), jako najbliższy polski ośrodek naukowy. Wychowanie Kominka na polsko-niemieckim pograniczu niosło za sobą – analogicznie jak w psychice Hlonda – wyczulenie na problematykę Ziem Zachodnich RP tudzież głęboką znajomość mentalności Niemców. Młody kapłan nie żywił wszak wobec nich niechęci…

Jego studia w UJ w latach 1923-27 owocowały święceniami kapłańskimi, których udzielono mu w Katowicach. Na parafii pracował wszak krótko, bo przełożeni wysłali go za granicę dla dalszego kształcenia. W latach 1927-30 studiował w Institut Catholique w Paryżu, uzyskując licencjat z nauk społecznych oraz doktorat z filozofii. Francja – kraj obecnie najbardziej przecież zlaicyzowany w Europie Zachodniej – przodowała wtedy jako ośrodek myśli katolickiej. Problematyka społeczna była w owym czasie modna, a w najbliższych Kominkowi warunkach śląskich (duszpasterstwo świata pracy) tym bardziej pożyteczna. Poznał także dobrze języki: niemiecki, łacinę, francuski i włoski.

Po studiach młody doktor musiał się skoncentrować na pracy w parafii (Katowice-Dębie), choć szybko podjął był ambitniejsze zadania. Został mianowicie sekretarzem Akcji Katolickiej (założonej w 1929 r. przez prymasa Hlonda w celu uaktywnienia katolików świeckich) oraz pracownikiem Kurii w Katowicach. Lata trzydzieste przynoszą też pierwsze poważniejsze publikacje Kominka. Dotyczyły głównie edukacji i wychowania młodych, kryzysu gospodarczego i jego reperkusji, walki z sektami, apostolstwa świeckich (Akcja Katolicka), historii Kościoła śląskiego. Wreszcie problematyki stricte religijnej. Widzimy przeto jasno bardzo szerokie spektrum merytoryczne. Ponadto w 1938 r. napisał w „Gościu Niedzielnym” obszerny reportaż z Kongresu Eucharystycznego w Wiedniu oraz przełożył z francuskiego „Mały podręcznik zagadnień współczesnych” Jeana Verdiera.

Całą tę owocną pracę przerwała wojna. Górny Śląsk „wraca do Wielkiej Rzeszy” i poddany zostaje intensywnej germanizacji. Polaków wysiedla się do Generalnej Guberni, kapłanów zaś szykanuje. Nie pomagały bynajmniej interwencje kardynała Adama Stefana Sapiehy z Krakowa (prymas Hlond przebywał na emigracji) u kardynała wrocławskiego Adolfa Bertrama, a nawet u samego Hitlera. W niesłychanie tedy trudnych warunkach księża tamtejsi, pod kierunkiem bp. Teodora Kubiny, ratowali, co mogli. Kominek zajął się opieką nad więźniami obozów koncentracyjnych, a także kontaktami z AK i podziemiem. Był jednocześnie jednym z łączników między Kościołem w kraju i na emigracji.

Wiosną 1945 r. nazistowski koszmar kończy się. Przychodzą za to nowe czasy, nowy okupant sowiecki, a z nim rodzimi komuniści. Zaczyna się epoka PRL. Prymas Hlond decyduje się na powrót do kraju (lipiec 1945 r.) i podjęcie pracy nad odbudową Kościoła w nowych warunkach ustrojowych, przy ograniczonej współpracy z komunistami oraz na zasadzie uznania terytorialnych postanowień Jałty. Otwarto ponownie Kurię w Katowicach, dokąd Kominek natychmiast przybył. Miał już wówczas 42 lata i był dojrzałym kapłanem. W okresie trzech-czterech lat po wojnie „czerwoni” nie podejmowali otwartej konfrontacji z Kościołem, koncentrując się na walce z PSL Mikołajczyka i tzw. zbrojnym podziemiem. Ze swej strony, na mocy specjalnych pełnomocnictw papieża Piusa XII, Hlond ustanowił w Polsce (w nowych granicach) całkowicie zmodyfikowaną administrację kościelną.

Dziś już nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromne miało to znaczenie dla odbudowy Polski, kraju zrujnowanego, upokorzonego i wykrwawionego. Nikt na Zachodzie nie uznawał – i to jeszcze przez kolejnych 25 lat – naszej granicy na Odrze i Nysie, a Kresy Wschodnie ze Lwowem i Wilnem przepadły na zawsze. Ludzie błąkali się po całym kraju w poszukiwaniu swego kąta i bliskich, powracali z obozów niemieckich i z Sybiru. Sowieci grabili, co się dało, a miejscowi komuniści przystępowali do programowej i konsekwentnej ateizacji kraju w myśl filozofii materialistyczno-marksistowskiej. Kto i co w takiej sytuacji miało się stać ostoją polskości, gdzie mieli się skupić zabiedzeni ludzie? Dla Hlonda i Sapiehy była tu tylko jedna odpowiedź – w parafiach.

Na Ziemiach Zachodnich ustanowiono administratury apostolskie (de facto biskupstwa), tamtejszych pasterzy niemieckich zaś kardynał Hlond osobiście grzecznie namówił do powrotu do Rzeszy (pod okupacją czterech mocarstw). Notabene kardynał wrocławski A. Bertram opuścił swą stolicę znacznie wcześniej, w styczniu 1945 r., jeszcze przed obroną przez hitlerowców „festung Breslau” (luty-maj 1945 r.). Zainstalowanie administratorów we Wrocławiu, Opolu, Gorzowie, Szczecinie, Olsztynie i Gdańsku pozwoliło założyć bardzo szybko sieć parafialną. Już 15 sierpnia 1945 r. ks. dr Kominek był administratorem apostolskim Opola. Grunt tutejszy znał, oczywiście, doskonale. W ciągu sześciu lat jego pracy na stanowisku biskupa opolskiego wzniesiono z ruin ponad sto kościołów i kaplic, budynki: Kurii, seminarium, drukarni i wydawnictwa oraz pałac biskupi.

W kwietniu 1951 r. papież Pius XII mianował go Administratorem Apostolskim (tj. faktycznym biskupem) wrocławskim, co było dlań znaczącym awansem. Poprzednio funkcję włodarza archidiecezji pełnił tu ks. dr Karol Milik. Kontakty z Wrocławiem miał już Kominek zresztą od zakończenia wojny, gdy załatwiał delikatne kwestie związane z przekazaniem Kurii z rąk niemieckich w polskie. Obecnie komuniści nie dopuścili go wszak do wrocławskiej Kurii. Trwał bowiem właśnie najgorszy okres w powojennych stosunkach państwo-Kościół. Rząd PRL złamał dwustronny „pakt o nieagresji” z 14 IV 1950 r., szykanowano sędziwego Sapiehę, osaczano nowego prymasa abp. Stefana Wyszyńskiego. Bierut miał już upatrzonych swoich „księży patriotów”, wysługujących się reżimowi, na różne stanowiska kościelne. Kominek musiał wyjechać ze Śląska. Oficjalną sakrę biskupią przyjął tedy „na uchodźstwie”, 10 października 1954 r., aż w Przemyślu. Pracował wówczas w Kurii krakowskiej i wykładał socjologię na UJ. Był też kapelanem sióstr urszulanek pod Wieliczką.

Dopiero przełomowy październik 1956 r. umożliwił mu powrót do właściwych zadań. Uroczysty ingres do tysiącletniej wrocławskiej katedry odbył się 16 grudnia tegoż roku. Nominat zajął się organizacją Kościoła na całym Dolnym Śląsku. Warunki były znacznie lepsze, niż w czasach stalinowskich lub pod okupacją, ale gorsze niż przed wojną. Trzeba było wszak zaprowadzić jaki taki ład. Organizacja parafii, wychowanie księży i praca publicystyczna stały się głównymi domenami działalności bp. dr. Kominka. Stał się postacią szeroko znaną i szanowaną na całym Śląsku, czołowym antykomunistycznym opozycyjnym autorytetem Wrocławia i regionu. Głównym jego priorytetem stała się integracja Śląska z Macierzą. Była to nie tylko „wielka polityka”, lecz codzienna mrówcza praca z ludźmi – niedoskonałymi, zabiedzonymi i zagubionymi w niełatwej rzeczywistości.

W swej, jakże bogatej merytorycznie, powojennej publicystyce Kominek koncentrował się na m.in. na dziejach faszyzmu, apostolstwie świata pracy (górnicy), powołaniach kapłańskich, historii Kościoła, akcji trzeźwościowej, odbudowie świątyń, kulcie Maryjnym, Soborze Watykańskim II tudzież Ziemiach Odzyskanych. Lista jego publikacji liczy kilkaset pozycji, co nie jest wcale rzeczą pospolitą u wysokich hierarchów Kościoła i świadczy o ogromnej pracowitości. Był człowiekiem jowialnym, otwartym, pogodnym. Trzymał się tradycji śląskich oraz tamtejszych księży, co przy obecności na Dolnym Śląsku kapłanów b. archidiecezji lwowskiej, prowadziło niekiedy do nieprzyjemnych spięć. Zdarzały się też prowokacje ze strony „księży patriotów”.

Ogromny był wkład Bolesława Kominka – już wówczas arcybiskupa tytularnego Euchaita (lege artis nie mógł otrzymać tego zaszczytu i funkcji w Polsce, bo Watykan nie uznawał polskiej metropolii we Wrocławiu) – w dzieło Vaticanum II. Jako światły kapłan, zdawał sobie sprawę z potrzeby reformy Kościoła. Myślał też intensywnie o pojednaniu Polaków i Niemców. Stąd pomysł listu do biskupów niemieckich, nad którym pracował w jednym z włoskich klasztorów w 1965 r. W swych artykułach na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Przewodnika Katolickiego” czy „Wrocławskich Wiadomości Katolickich” szeroko naświetlał wiernym w Polsce założenia reformy soborowej.

Już pod koniec lat 60. było jasne, że należy mu się formalne arcybiskupstwo i kapelusz kardynalski. Nie było wszak należytych uwarunkowań politycznych. List naszych biskupów do episkopatu RFN miał jednak na tyle duże znaczenie, że ułatwił w latach 1970-72 pogodzenie się Niemców z realiami. Nasze granice uznał też Watykan i cały świat. 28 czerwca 1972 r. Bolesław Kominek został nareszcie arcybiskupem metropolitą Wrocławia. Przypomnijmy, że Wrocław – miasto od 1327 r. w obrębie Królestwa Czeskiego, a od 1526 r. w monarchii Habsburgów – był do 1821 r. jedynie biskupstwem, podległym polskiej metropolii w Gnieźnie. Dopiero potem Prusacy utworzyli osobne biskupstwo, podległe bezpośrednio Papiestwu. W 1930 r. powstała tam wielka niemiecka metropolia, obejmująca także sam Berlin.

Już 6 lutego 1973 r. papież Paweł VI przyznał Kominkowi kapelusz kardynalski. Miało to olbrzymie znaczenie prestiżowe, także w skali międzynarodowej. Było odtąd w Polsce trzech kardynałów. Niestety, nominat był już chory i po roku odszedł. Jego dzieło pozostało zatem w pewnej mierze niespełnione, choć było i jest godnie i owocnie kontynuowane przez jego następców – bp. Wincentego Urbana (1974-76), kardynała Henryka Gulbinowicza (w 2004 r. przeszedł na emeryturę), a także obecnego metropolitę abp. Mariana Gołębiewskiego.

Tomasz Serwatka

Opcja Na Prawo

PUB_KominekPomnik1